wtorek, 24 czerwca 2008

List do pracodawców...

Przyszły wakacje, jak wiadomo czas błogiego lenistwa i wyjazdów do Hiszpanii, Chorwacji, Egiptu i wielu pięknych, najczęściej piaszczystych, plaż. Ja, ponieważ wszystkie moje pierwotne plany wzięły łeb, a na odwiedzenie tych miejsc, z których zrezygnowałam dla tych pierwszych, jest już stanowczo za późno, postanowiłam znaleźć sobie odpowiednie zajęcie na jeden z dwóch, nudnych, wakacyjnych miesięcy.
Tak oto dziś po południu, wraz z przyjaciółką, rozniosłam około trzynastu życiorysów (może ta liczba nadal mi sprzyja), w miejsca różnorakie, najczęściej w okolicy krakowskiego Kazimierza. Nie było tak źle, bo być może mogą zaowocować trzy z tych ofert. Całkiem niezły wynik.
Chodzenie, uśmiechanie się i zadawanie wciąż tego samego pytania to jedna sprawa, a reakcja potencjalnych pracodawców - druga. Spotkałyśmy się z różnymi reakcjami, na szczęście w większości pozytywnymi. Ludzie jednak byli często znużeni, zmęczeni lub po prostu - niegrzeczni. Osobiście jestem bardzo tolerancyjnym człowiekiem i mogę wiele zrozumieć, ale te wszystkie sztuczne uśmiechy lub nawet ich brak, nijak nie zachęcały do dalszych poszukiwań, więc - uśmiech, proszę.

Nie mówcie odwróceni tyłem:
ja mnie mój moje
mój żołądek mój włos
mój odcisk moje spodnie
moja żona moje dzieci
moje zdanie
Kochani ludożercy
nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę

(List do Ludożerców, T. Różewicz)

4 komentarze:

katafrakt pisze...

Buahahaha...
Ty i praca? Dobre, poprawiłaś mi humor :D

Kardanom pisze...

sugerujesz, że się nie nadaję?:<

a poprawić Ci humor, moge zawsze, polecam się xD

katafrakt pisze...

Właśnie to sugeruję :D

Anonimowy pisze...

jak pani nie zadzwoni w poniedziałek odnośnie pracy, to uznam, że to byłą Twoja sprawka :>