
Nie marnujmy czasu, bo czas to pieniądz, jak zwykli powiadać sami wielcy ludzie. A kiedy ten czas można poświecić na czytanie kolejnej, feriowej dawki książek, świat od razu wydaje się być piękniejszy. O to, abym miała co czytać w czasie oddzielenia z moją zacną placówką nauczania, zadbała koleżanka przynosząc mi naręcze dzieł Terry'ego - jednego z najbardziej znanych angielskich pisarzy fantasy i science fiction. Swą konsumpcję postanowiłam zacząć od jakże intrygującej pozycji jaką jest "Równoumagicznienie". Jest to jedna z tych satyrycznych opowieści, w której można zauważyć ciągnący się, od początku, do końca, wątek feminizmu.
Poniższa historia nie pretenduje do odpowiedzi na wszystkie te pytania, może jednak pomóc w wyjaśnieniu, dlaczego Gandalf nigdy się nie ożenił i dlaczego Merlin był mężczyzną. Jest to również opowieść o seksie, choć nie w sensie atletyczno-gimnastycznym, czy też w sensie "policz wszystkie nogi podziel przez dwa". Chyba że postacie całkowicie wyrwą się spod kontroli autora. Co jest możliwe.
Taki początek opowieści przyciąga nie tylko fanów zdziwaczałego czarodzieja Merlina, tajemniczego Gandalfa, czy młodych adeptów magii, ale również czytelników oczekujących powtórki z Sapkowskiego. Dla niecierpliwych - seksu jest tam dokładnie tyle, aby powyższe stwierdzenie mogło istnieć jako prawdziwe, czyli w ilościach minimalistyczno-śladowych. To tylko odwieczny problem "skąd się biorą dzieci?", dręczący Esk, którego Babcia nie mogła, bądź nie chciała jej wytłumaczyć. I wyjaśnień na ten temat brak do ostatniej kartki książki.A wszystko zaczyna się tak...
Do wioski, o jakże zabawnej nazwie, Głupi Osioł, leżącej z dala od metropolii, gdzie ludzie żyją sobie spokojnie, przyrządzając nalewki brzoskwiniowe, przybywa tajemniczy Mag, Drum Billet. Odszukuje domostwo miejscowego kowala, gdzie wszystkie lokalne nieszczęścia mają mieć swój początek. O czym, rzecz jasna, jeszcze nikt nie wie, ani nawet się nie domyśla.
Naznaczony "ósmy syn, ósmego syna", w domyśle ósme dziecię Kowala, który sam był ósmym synem swego ojca, ma zostać magiem. Jednak ku ogólnej rozpaczy Kowala oraz zdziwieniu Babci Weatherwax - lokalnej czarownicy, syn okazuje się być dziewczynką.
Mag, w ciągu sześciu ostatnich minut swojego życia informuje rodzinę dziewczynki o rzekomej mocy, którą otrzyma, oraz zostawia dla niej swoją magiczną laskę. A ponieważ Pan Śmierć nie lubi czekać, tuż po wszystkim, zabiera zacnego Maga ze sobą, a rodzinę zostawia z niemałym problemem - jak wychować maga?
Minęło siedem lat od tamtego wydarzenia i jak sam autor zauważa, nic się właściwie nie wydarzyło. Mała Eskarina (imię to wybrano bez szczególnego powodu) o
"kasztanowych włosach i rysach twarzy obiecujących, że w przyszłości stanie się, jeśli nawet nie piękna, to przynajmniej atrakcyjnie interesująca", zaczęła pomału przejawiać swe magiczne zdolności, które odpowiednio nieukształtowane, mogły przynieść liczne szkody i zniszczenia. Babcia Weatherwax postanawia więc, nie czekając dłużej, zająć się podstawowymi zagadnieniami, które sama poznawała stając się mała czarownicą. Po kilku miesiącach babcinej nauki małej Esk nie wystarcza już wiedza przekazywana od swej dotychczasowej nauczycielki, więc wybierają się na poszukiwanie Niewidocznego Uniwersytetu. Cała historia straciłaby wiele swego uroku, gdyby miały od razu dotrzeć na miejsce, więc autor ubarwia ją licznymi opowieściami o przygodach Esk. Tak zaczyna się historia pierwszego maga-kobiety, na którą zewsząd czekały liczne kpiny oraz miny pełne niedowierzania...
Psuć zabawy nie będę, wszelkie intrygi oraz walki ze złymi stworzeniami doczytacie sami. Myślę, że po odpowiedniej rekomendacji czym prędzej, smagani wiatrem, gonieni ambicją, popędzicie do najbliższej biblioteki/księgarni, gdzie odnajdziecie powyższą pozycję. A warto znać, nie tylko przez fanów fantastyki.